Najpierw z Micorem pętelka do Czerniejewa, potem Wierzyce i wzdłuż S5 do Gniezna. "Pogadalim" o starych czasach i "przyjechalim" do Gniezna pod wmordewind :) Przez te pogaduszki czas nawet dość szybko minął. Dawid dał mi się karnąć na dłuższy kawałek swoim GieTkiem, a ja mu dałem mojego Authora, co by jakoś urozmaicić jazdę pod ten upierdliwy wiatr. Wieczorem pokręciłem jeszcze po mieście z Piotrem.
Po porządnym wyspaniu się ponownie wyruszyliśmy w trasę. Dzisiaj bunkrów było już znacznie mniej, niemniej jednak cele wycieczki nadal były (wydaje mi się) dość atrakcyjne :)
Na początek dużo terenu i nieco mniej asfaltu. W ogóle chciałbym wspomnieć, że asfalt w tych rejonach to towar dość deficytowy. Wśród utwardzonych dróg przeważa bruk.
Koło Boryszyna trafiamy na taki mały schron.
A potem zaczyna się drogą przez mękę...
Przez Boryszyn do Sieniawy cała droga usiana takimi kocimi łbami (bez tego pobocza), za Sieniawą zresztą nie lepiej. Niemniej, droga bardzo urokliwa, fajny podjeździk plus te swojskie, wiejskie klimaty (szkoda, że z połowa domostw była opuszczona).
Za Sieniawą wjeżdżamy w pofałdowany morenami obszar Łagowskiego Parku Krajobrazowego.
Wspinamy się na Bukowiec (227 m n.p.m.) - najwyższy punkt Województwa Lubuskiego.
Pan Jurek z Mateuszem na Bukowcu.
Wpisujemy się do "Księgi Zdobywców" :)
Mimo, że podjazd dość stromy, różnica wysokości całkiem spora, widoków nie ma żadnych, gdyż wszystko zasłania rosnąca gęsto buczyna. Został też utworzony rezerwat.
Wyjeżdżamy w Łagowie i kierujemy się do centrum, na przesmyk koło rynnowego jeziora Trześniowskiego, notabene jednego z najgłębszych w Polsce - maksymalna głębokość 58,8 m.
Most kolejowy w Łagowie.
Zamek Joannitów.
Z Łagowa cel Lubrza, a potem Świebodzin. Na trasie nie brakowało upierdliwych w upale podjazdów.
Czołg na rynku w Lubrzy.
No i Rio de Świebodzineiro. Na początek gustowny rynek.
A potem główna atrakcja miasta.
Ze Świebodzina już prostą drogą do Nietoperka. Tu wyciągamy nasze dzisiejsze maksymalne prędkości :)
Na koniec wyjazdu, podjeżdżamy jeszcze autami pod jedno z nieoficjalnych wejść do systemu, dzięki czemu robimy sobie mały, półtoragodzinny spacerek po tunelach, często z wodą po kostki :) Kilka fotek:
Nawet na ślady gnieźnian natrafiliśmy :)
Niemieckie, Rosyjskie i Polskie napisy. Taka jest historia MRU.
Na koniec przyjemna (w przeciwieństwie do większości wycieczek z PKP) podróż autem i o 22.00 docieramy do domów. Wypad super, podziękowania dla naszego przewodnika po bunkrach, który świetnie potrafił przekazać nam swoją wiedzę i oprowadzić nas po tunelach i obiektach, wytłumaczyć co do czego służyło itp... Należą się słowa uznania po prostu :)
Weekendowy samochodowo-rowerowy wypad do Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Pierwszy dzień do przede wszystkim jazda rowerem od obiektu do obiektu plus eksploracja ze świetnym przewodnikiem - wujem Mateusza.
Ilość obiektów jest przytłaczająca. To co zobaczyliśmy w ciągu 2 dni to dosłownie ułamek całości. Trzeba wielu wyjazdów, żeby powiedzieć, że się coś tam zobaczyło. Wiem, że jeszcze tam wrócę :)
Z Gniezna wyjechaliśmy autami o świcie. Rano zameldowaliśmy się już w gospodarstwie agroturystycznym w Nietoperku koło Międzyrzecza. Szybkie wypakowanie, przygotowanie do trasy i ruszamy rowerami na eksplorację bunkrów.
Najpierw jedziemy w stronę Wysokiej. Po drodze na mapie przyuważyłem pierwszy obiekt - Panzerwerk Pz.W.728. Przedzieramy się przez haszcze, jednak prócz okopów nic nie znajdujemy (obiekt według opisu znacznie zniszczony, więc nie jest łatwo go znaleźć). Na szczęście na naszej drodze znajduje się jeszcze mnóstwo bunkrów. Lecimy więc dalej, przez lasy do Wysokiej. Tam znajduje się obiekt Pz.W.775.
Eksplorujemy fragment wnętrza i śmigamy dalej - pod wjazd do systemu, obok wiaty. Niedawno można było jeszcze tam wejść, a nawet wjechać :). Obecnie krata jest zaspawana (ciekawe na jak długo).
Następnym celem jest Pniewo - tam znajduje się Muzeum MRU, wraz z wyremontowanymi obiektami, podziemnymi trasami dla turystów etc... Miałem przyjemność zwiedzania tychże tras w zeszłym roku. Teraz zwiedzamy je tylko z zewnątrz oraz w pobliskim barze konsumujemy tradycyjną grochówkę :)
Przy wyjściu trzeba trochę się pomęczyć, gdyż po wojnie naziemne obiekty grupy "Schill" zostały wysadzone, więc trzeba się przecisnąć przez taką szczelinę.
Powrót na kwaterę wyznaczyliśmy sobie przez Kęszycę Leśną.
Typowe bory w województwie lubuskim - najbardziej zalesionym województwie w Polsce.
Kęszyca Leśna - do 1993 roku radziecka baza wojskowa. Do dzisiaj jeszcze wiele budynków jest opuszczonych.
Pomnik czołgającego się żołnierza radzieckiego w Kęszycy Leśnej (wg. mapy UMP Pijany Rusek :P).
Pierwszy dzień zleciał dość szybko. Udało się zobaczyć kilka ciekawych obiektów i miejsc, jednak tak jak już wspomniałem, trzeba tu jeszcze spędzić naprawdę sporo czasu. Były bunkry i było zajebiście :)
Wyjazd do Inowrocławia zaproponował Dawid. Postanowiłem szybko wyrysować jakąś traskę z zahaczeniem o atrakcje, których jeszcze nie miałem przyjemności zwiedzić.
Ruszyliśmy o 6.10. Najpierw przez Kujawki do Trzemeszna. Po drodze Dawid musiał ściągnąć rękawki bo zaczęło robić się ciepło.
Mknie sobie kibel do Torunia bądź Bydgoszczy :P
Robi się gorąco :P
Z Trzemeszna jedziemy dalej w stronę Jeziora Pakoskiego. W mijanych wioskach spotykamy różne znane i nieznane atrakcje.
Młyn wodny w Zieleniu.
Micor mnie ubiegł, ale Gąski :P
Most na nieczynnej linii kolejowej Mogilno-Orchowo w Marcinkowie.
Kościół w Kwieciszewie.
Kawałek za Kwieciszewem dojeżdżamy wreszcie do Jeziora Pakoskiego - jezioro jest ogromne, łącznie ma około 900ha powierzchni (wliczając Jezioro Bronisławskie), kilkanaście kilometrów długości i przedzielone jest dwoma groblami, na których umieszczone są drogi oraz linia kolejowa.
Wzdłuż Jeziora Pakoskiego, przejeżdżając groblę docieramy do Janikowa. Przejeżdżamy miasto i Zakład Sodowy, jadąc wzdłuż hałd odpadów sodowych z zakładów sodowych postanawiamy wejść na szczyt hałdy.
Wchodziło się trudno, schodziło jeszcze trudniej :P
Uwaleni sodą pojechaliśmy kawałek dalej, gdzie znajdują się zbiorniki wody ze sodą (chyba), które mają fantastyczny lazurowo-zielonkawy kolor :)
Stamtąd już bocznymi drogami do głównego celu naszej wycieczki - Inowrocławia.
Do Ino wjeżdżamy od strony Parku Solankowego. Bardzo ładnie zagospodarowane i utrzymane miejsce. Sporo wycieczkowiczów oraz kuracjuszy z pobliskich sanatoriów i centrów uzdrowiskowych. Podjeżdżamy też pod tężnie solankowe, obok których robimy przerwę na posilenie się.
Ławeczka Władysława Sikorskiego.
Sztuka współczesna :P
Z Ino lecimy do Pakości drogą wojewódzką. W Pakości znajduje się m.in. klasztor franciszkanów.
Oraz Kalwaria Pakoska - jedna z kapliczek:
Następnie do Piechcina na kamieniołomy. Najpierw zalany kamieniołom z bazą dla płetwonurków.
Następnie wielka dziura, czyli Polski Afganistan.
Z Piechcina jedziemy nad Jezioro Ostrowickie. Po drodze zahaczamy jeszcze o głaz narzutowy.
Oraz źródło św. Huberta.
Ośrodek w Wiktorowie zamknięty z powodu rezerwacji na rzecz odbywających się tam kolonii, więc jedziemy fajnym singielkiem a potem drogą z mega stromym, kamienistym fragmentem do Ostrówca.
Powrót do Gniezna standardowo przez lasy, najpierw szlakiem rowerowym z Ostrówca do Chomiąży Szlacheckiej i Gąsawki, potem "leśną autostradą" do Gołąbek i na koniec przez Lasy Królewskie na Dębówiec i do Gniezna.
Wycieczka bardzo udana. Nowe miejsca odwiedzone - czyli głaz narzutowy, źródło św. Huberta, Jezioro Ostrowieckie i bardzo fajny szlak rowerowy z Ostrówca do Chomiąży Szlacheckiej. Na koniec jechało się dość ciężko przez niewyspanie i dość wysoką temperaturę, ale bez problemu dociągnęliśmy do domów :)
Wraz z Micorem postanowiłem dziś się wybrać do Powidza, zobaczyć jak wyglądają przygotowane do sezonu letniego plaże nad Jeziorem Powidzkim. Początek jak zwykle na torach - dziś przepuszczałem gnającego z Poznania Elfa :)
Następnie pognaliśmy na Lubochnię, potem Krzyżówka, Gaj i Wylatkowo, męcząc się przy okazji na mega piachu koło Piłki. Wylecieliśmy w Przybrodzinie i dokręciliśmy na Łazienki w Powidzu. Okazało się, że mimo początku lipca ludzi na plaży nie za dużo, podobnie na kempingu. Znalazł się też tylko jeden amator pływania, który wyraźnie dawał do zrozumienia, że woda nie jest zbyt ciepła :)
Jezioro Powidzkie
Następnie promenadą pomknęliśmy na "Dziką Plażę".
Widoczek na Zatokę Zgon i Powidz z "Dzikiej Plaży".
Drogę powrotną wybraliśmy przez Ruchocinek, Witkowo, Arcugowo. Tam też czekał na nas Pan Jurek z Mateuszem. Dalej pomknęliśmy przez Drachowo, Żydowo i Gębarzewo.
Tak sobie jadą.
A tu jadę JA :)
Odprowadziliśmy Micora prawie pod same Mnichowo i sami pomknęliśmy do Gniezna.
We czwórkę przejechaliśmy się dziś na plażę w Gołąbkach, gdyż dawno tam nas nie było. W pierwszą stronę pojechaliśmy przez Wierzbiczany, Jankowo, Jastrzębowo. W Gołąbkach trochę postraszyła nas ciemna chmura, na szczęście wielkiego deszczu z niej nie było. Posiedzieliśmy w barze w Ośrodku Wypoczynkowym po czym ruszyliśmy w drogę powrotną koło grobu żołnierza napoleońskiego i przez Dębówiec.
W drodze powrotnej natrafiliśmy na debila, który specjalnie wyprzedził nas na "gazetę" i jak mu machnęliśmy ręką to się gwałtownie zatrzymał na środku drogi, wylazł z auta i zaczął wymądrzać, że nie jeździ się rowerem obok siebie. Cóż, z Panem Jurkiem mu "delikatnie" wytłumaczyliśmy w jak wielkim jest błędzie, jak mu się skończyły jego "inteligentne" argumenty to wsiadł i pojechał. Człowiek jedzie sobie szeroką, wiejską drogą, gdzie spokojnie wymijają się nawet dwa większe auta, ruch bardzo mały, a tu jeszcze idiota go specjalnie wymija autem najbliżej jak się da, mimo że ma cały następny pas jezdni wolny i twierdzi że mamy jechać krawędzią rozwalonej jezdni. Skąd się tacy ludzie biorą?