Korzystając z większej ilości czasu w dzisiejszym dniu postanowiłem wybyć na rower. Przed południem telefon do Mr Jerrego i okazało się, że już jest na rowerze razem z Juniorem. Szybko więc dołączyłem do nich.
Postanowiliśmy udać się najpierw w stronę Lednogóry, mimo że pogoda była mało zachęcająca do jazdy (ciemne chmury i kropiący deszcz). Podjechaliśmy jeszcze do Kuby, próbując wyciągnąć go na rower. Akurat wtedy nie mógł, dołączył do nas później.
Po wyjechaniu z miasta pogoda zaczęła się poprawiać i nawet wyszło słońce. Przed Waliszewem nadeszła wiekopomna chwila i Pan Jurek przekroczył 10000km na rowerze w tym roku. Gratulacje :) Przed waliszewskim karczmarzem hucznie uczciliśmy te kilometry niczym po pucharze F1 :)
Następnie pokręciliśmy do Kłecka, gdzie zrobiliśmy krótką przerwę koło Biedronki. Stamtąd już w stronę Gniezna przez Mączniki, Modliszewo i Pyszczyn, gdzie dołączył do nas Kuba.
Jacob zaproponował śmignięcie w stronę Dębówca przez Goślinowo. Koło Jeziora Piotrowskiego natrafiliśmy na piękne, jesienne pejzaże.
Najpierw pętla z Kubą przez Krzyszczewo i Pyszczyn. W mieście dołączył do nas Pan Jurek z Mateuszem i wspólnie ruszyliśmy jeszcze przez Osiniec, Kędzierzyn, Żelazkowo.
Za dzisiejszy cel postawiliśmy sobie wyjazd do Rogowa. Najpierw spotkanie tradycyjnie na Wenecji, potem na rynku spotkaliśmy jeszcze chłopaków z GKKG (Gnieźnieński Klub Kolarstwa Górskiego), którzy postanowili jechać w zupełnie innym kierunku. Pomknęliśmy ulicami Gniezna, robiąc chwilową przerwę na Shellu na dopompowanie opon. Skierowaliśmy się najpierw przez Wełnicę na Dębówiec.
Przejechaliśmy przez Lasy Królewskie trochę inną drogą niż zwykle, po drodze natrafiając na ciekawe zabudowania i jezioro w lesie, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Wyjechaliśmy w Rezerwacie Mięcierzyn.
Po przerwie związanej z rowerowymi zmianami (i brakiem czasu, żeby to szybciej ogarnąć) wracam z powrotem na drogi i bezdroża na nowej ramie Author Traction. Rama GT była na mnie nieco za krótka, przez co czułem się jak na za małym rowerze. Rama Authora, mimo że również w rozmiarze 17,5" jest dłuższa i ma zupełnie odmienną geometrię - odpowiadającą moim właściwościom jezdnym :)
Po pracy szybki objazd okolicy, przy okazji testując czy wszystko w rowerze jest w porządku. Poza przerzutkami do lekkiego wyregulowania wszystko jest OK :)
Mimo typowo jesiennej pogody po raz kolejny udało nam się zebrać w większym, BS-owym gronie w celu jakiegoś większego wypadu. Za cel obraliśmy sobie Kleczew, a konkretnie powstały w tym roku na terenach po dawnej odkrywce kopalni węgla brunatnego Park Rozrywki.
Z Gniezna wyruszyliśmy o 9.15, kierując się najpierw w stronę Krzyżówki.
Następnie niebieskim szlakiem rowerowym przez Gaj i Lasy Skorzęcińskie dojechaliśmy do ośrodka wypoczynkowego w Skorzęcinie. Po sezonie jest tam taka cisza i spokój, że aż chciałoby się posiedzieć tam dłużej.
Następnie kontynuując trasę lasami, przejechaliśmy mostek na przesmyku Jeziora Niedzięgiel i skróconą drogą dojechaliśmy do Wylatkowa. Następnie przez Przybrodzin i Smolniki Powidzkie docieramy do Anastazewa. Stamtąd już według kierunkowskazu kierujemy się na Kleczew. Kawałek za Budzisławiem Kościelnym krajobraz zmienia się całkowicie. Polom ustępują pokopalniane wyrobiska oraz ogromne maszyny górnicze.
Po dojechaniu do Kleczewa postanowiliśmy udać się do Parku Rozrywki, jednak nie okazało się to takie proste, bo nigdzie nie było oznaczeń w którym kierunku należy jechać. Postanowiliśmy zrobić więc przerwę na drugie śniadanie przy jeziorze w centrum miasteczka. Wyciągnęliśmy swoje termosy z herbatą, a Pan Jurek wyciągnął bez, bo okazało się że herbata osiadła na dnie sakwy, a termos zwyczajnie się zbił. Później były jeszcze jaja przy robieniu zdjęć, bo za każdym podejściem kogoś brakowało na zdjęciu :D Zjedlimy, popilimy i ruszylimy do Parku, tym razem zasięgając konkretnej informacji.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o Biedronkę. Potem już do samego Anastazewa taką samą trasą, następnie szlakiem rowerowym przez las do Ostrowa, gdzie zawitaliśmy na działce Kuby, który ugościł nas pyszną herbatką (Pan Jurek zaserwował ciostka z krymem) :D Potem kolejno Przybrodzin, Powidz, Wiekowo, Witkowo i przez Małachowo i Niechanowo do Gniezna.
Mało sprzyjająca aura powodowała że wróciwszy na nasze często uczęszczane szlaki ochota na jazdę malała w zastraszającym tempie. Zachmurzone niebo zabija radość jazdy. Mimo wszystko jak zwykle podczas wyjazdu robiliśmy takie jaja że głowa mała, więc w gruncie rzeczy nudno nie było :)