Miałem dziś dużo czasu na rower, więc sobie trochę pokręciłem :) Najpierw z Micorem przez Łubowo do Dziekanowic. Powrót przez Waliszewo i Oborę do Gniezna. Popołudniu z Panem Jurkiem szybka pętelka do Witkowa i nazad przez m.in. Kołaczkowo. Na koniec po lesie miejskim z Piotrem. Nawet niezły dystans wyszedł :)
Wybrałem się dziś z Dawidem zobaczyć tzw. "Szwedzki Okop" czyli grodzisko pierścieniowe ukryte w odmętach Lasów Czerniejewskich nieopodal Nekielki. W pierwszą stronę pojechaliśmy przez Czerniejewo na Graby i w lasy. Pokręciliśmy różnymi szlakami rowerowymi i pieszymi i w miarę sprawnie dotarliśmy na miejsce. Stoimy sobie na okopie i mówię coś w stylu: "Ciekawe jakie tajemnice i skarby skrywa ziemia w tym okopie", Micor na to: "Może haki do GTka!" :P Można sobie uświadomić mniej więcej poziom naszych wspólnych wycieczek rowerowych hehe :) Powrót wyznaczyliśmy przez Jeziora Babskie. Koło jednego z jezior przerwa i myk terenem przez Przyborowo, Leśniewo i Pawłowo do Gniezna.
Fotka Szwedzkiego Okopu (nie moja):
Generalnie cały obszar w tamtej części Lasów Czerniejewskich jest niezwykle ciekawy ze względu na osadnictwo olęderskie, które dość mocno rozwinęło się w tamtych rejonach w przeszłości. Został nawet w celu promocji tego miejsca utworzony okolicznościowy szlak rowerowy, zawierający w swojej trasie wiele interesujących miejsc związanych zarówno z kulturą i osadnictwem olęderskim jak i po prostu walorami przyrodniczo-geograficznymi regionu. Link do opisu szlaku -
klik
W każdym razie, muszę go kiedyś przejechać w całości, bo wiele z obiektów na szlaku jeszcze nie znam.
Wybraliśmy się dziś gnieźnieńsko-mnichowskim składem na przyglądanie się poczynaniom szosowców podczas wyścigu kolarskiego "Błękitna Pętla" w Strzyżewie Kościelnym.
Start i meta wyścigu usytuowane zostały koło kościoła w Stzyżewie Kościelnym. Na miejscu spotkaliśmy pobiedziskich bikestatowiczów w składzie JoannaZygmunta oraz z3waza .
Pan Jurek przymierza się do nowego sprzętu ;)
Wracając do Gniezna zahaczyliśmy jeszcze o Jankowo i Wierzbiczany.
Najpierw z Micorem pętelka do Czerniejewa, potem Wierzyce i wzdłuż S5 do Gniezna. "Pogadalim" o starych czasach i "przyjechalim" do Gniezna pod wmordewind :) Przez te pogaduszki czas nawet dość szybko minął. Dawid dał mi się karnąć na dłuższy kawałek swoim GieTkiem, a ja mu dałem mojego Authora, co by jakoś urozmaicić jazdę pod ten upierdliwy wiatr. Wieczorem pokręciłem jeszcze po mieście z Piotrem.
Po porządnym wyspaniu się ponownie wyruszyliśmy w trasę. Dzisiaj bunkrów było już znacznie mniej, niemniej jednak cele wycieczki nadal były (wydaje mi się) dość atrakcyjne :)
Na początek dużo terenu i nieco mniej asfaltu. W ogóle chciałbym wspomnieć, że asfalt w tych rejonach to towar dość deficytowy. Wśród utwardzonych dróg przeważa bruk.
Koło Boryszyna trafiamy na taki mały schron.
A potem zaczyna się drogą przez mękę...
Przez Boryszyn do Sieniawy cała droga usiana takimi kocimi łbami (bez tego pobocza), za Sieniawą zresztą nie lepiej. Niemniej, droga bardzo urokliwa, fajny podjeździk plus te swojskie, wiejskie klimaty (szkoda, że z połowa domostw była opuszczona).
Za Sieniawą wjeżdżamy w pofałdowany morenami obszar Łagowskiego Parku Krajobrazowego.
Wspinamy się na Bukowiec (227 m n.p.m.) - najwyższy punkt Województwa Lubuskiego.
Pan Jurek z Mateuszem na Bukowcu.
Wpisujemy się do "Księgi Zdobywców" :)
Mimo, że podjazd dość stromy, różnica wysokości całkiem spora, widoków nie ma żadnych, gdyż wszystko zasłania rosnąca gęsto buczyna. Został też utworzony rezerwat.
Wyjeżdżamy w Łagowie i kierujemy się do centrum, na przesmyk koło rynnowego jeziora Trześniowskiego, notabene jednego z najgłębszych w Polsce - maksymalna głębokość 58,8 m.
Most kolejowy w Łagowie.
Zamek Joannitów.
Z Łagowa cel Lubrza, a potem Świebodzin. Na trasie nie brakowało upierdliwych w upale podjazdów.
Czołg na rynku w Lubrzy.
No i Rio de Świebodzineiro. Na początek gustowny rynek.
A potem główna atrakcja miasta.
Ze Świebodzina już prostą drogą do Nietoperka. Tu wyciągamy nasze dzisiejsze maksymalne prędkości :)
Na koniec wyjazdu, podjeżdżamy jeszcze autami pod jedno z nieoficjalnych wejść do systemu, dzięki czemu robimy sobie mały, półtoragodzinny spacerek po tunelach, często z wodą po kostki :) Kilka fotek:
Nawet na ślady gnieźnian natrafiliśmy :)
Niemieckie, Rosyjskie i Polskie napisy. Taka jest historia MRU.
Na koniec przyjemna (w przeciwieństwie do większości wycieczek z PKP) podróż autem i o 22.00 docieramy do domów. Wypad super, podziękowania dla naszego przewodnika po bunkrach, który świetnie potrafił przekazać nam swoją wiedzę i oprowadzić nas po tunelach i obiektach, wytłumaczyć co do czego służyło itp... Należą się słowa uznania po prostu :)