Kółko przez Szczytniki Duchowne i Lubochnię, reszta po mieście.
Na drodze z Lubochni na Arkuszewo, na łuku drogi nieźle przeszlifowałem asfalt. Wydawało się, że jest sucho, a jednak woda przymarzła i zrobiła się szklanka. Dobre 5 minut się zbierałem po tym upadku. Lekko się poobijałem i przybyła kolejna rysa na ramie, ehhh :( Później wyprzedził mnie jakiś szosowiec, ale coś wolno jechał, bo cały czas jechałem tuż za nim. Gdyby nie ten wiatr i lód na drogach byłoby już naprawdę spoko... jak na zimę oczywiście :D
EDIT: Przed chwilą przeczytałem taką notkę odnośnie zawodów XC i maratonu MTB w Gnieźnie:
"Z przykrością informujemy, że z przyczyn organizacyjnych ODWOŁANE zostają następujące imprezy:
Najpierw do Piotra i Pawła kupić jedno z moich ulubionych piw - Miłosław Niefiltrowany.
Potem z Jurkiem pętelka przez Pawłowo-Pierzyska-Łubowo-Oborę i do Gniezna. Trochę od paru dni dokucza zimny wiatr i patrząc na prognozy na ICMie na poprawę na razie się nie zanosi. Dobrze, że chociaż za dnia to wszystko zaczyna się powoli topić i słońce grzeje.
Trochę dziś wiało, więc przejechałem się przęz Kędzierzyn i Nową Wieś do Niechanowa.
Przed Nową Wsią Niechanowską. Na szczęście tylko kawałek drogi tak wyglądał.
Wiatrak dziś nieźle kręcił.
Później przez Żydowo do Gębarzewa z turbodoładowaniem w plecy. Na koniec trochę leśno-polnej ślizgawki.
Po zmroku wyskoczyłem jeszcze pojeździć po mieście. Niby zimno, ale gdy wieczorem wiatr ucichł jeździło się całkiem fajnie. W przyszłym tygodniu ma przyjść wreszcie pani wiosna ;)
Niedziela przywitała nas nieco łagodniejszą pogodą z delikatniejszym wiatrem, więc można było ruszyć nieco dalej. Żeby nie było za różowo, to parę razy jednak niebo zasnuwały chmury, z których delikatnie prószył śnieg. Wkurzała także woda zalewająca asfalty przez którą miałem cały wyjazd problem z zamarzającą przednią przerzutką.
Wąski pas asfaltu.
Najpierw przez Kędzierzyn, Niechanowo i Karsewo dojechaliśmy do Witkowa. Tam tradycyjnie fotka samolotu ;)
Z Witkowa szosą na Wrześnie. Po drodze gród w Grzybowie.
Pociąg przed Wrześnią.
We Wrześni skoczyliśmy na jakieś jadło. Pan Jurek wcinający zestaw z kebabem ;)
Rynek we Wrześni.
Z Wrześni drogą do Czerniejewa. Trochę było obaw o to, czy w lesie nie będzie ślizgawki, na szczęście wszystko było OK.
Gapię się w asfalt.
Rzeka Wrześnica w okolicach Noskowa.
Z Czerniejewa przez Pawłowo i Mnichowo do Gniezna.
Widok na Stare Miasto i Katedrę z obwodnicy DK15 w Gnieźnie.
Z Jerzyp1956 wybraliśmy się dziś wzdłuż S5 do Wierzyc. Droga na przemian asfaltowa i lodowa. Nie dało się przez ten lód zbytnio rozpędzić.
Wiosenne krajobrazy ;)
Po drodze przyuważyliśmy żurawie.
Na rondzie we Wierzycach spotkanie z z3wazą oraz kanią76.
Dalej ruszyliśmy w stronę Czerniejewa. Po przejechaniu kilkuset metrów okazało się, że droga jest cała w czystym lodzie. Dla bezpieczeństwa ;) skręciliśmy do lasu i dojechaliśmy do osady Bure, gdzie znajduje się tylko stara chata z zabudowaniami gospodarskimi z 1813 roku.
Pan Jurek fotografuje chatę Bure.
Rozdroże w lesie.
Kawałek dalej skończyły się ubite przez samochód ślady w śniegu, więc zawróciliśmy do Wierzyc. Stamtąd już w miarę czarnymi asfaltami przez Fałkowo i Łubowo wróciliśmy do Gniezna.
Ostatnie dni byłem trochę przeziębiony więc dzisiaj postanowiłem przejechać się lekko i przyjemnie, tak wiosennie :)
Najpierw do Gębarzewa. Śnieg na szczęście przeważnie ubity więc jakoś udało się dojechać. Droga z Gębarzewa do Gębarzewka normalnie jest asfaltowa, ale dziś śnieg z pól ponawiewał małe zaspy. Przejeżdżający autobus miał problem z jazdą. Przy okazji na zdjęciu załapał się mój dzisiejszy towarzysz, który dołączył do mnie wyskakując z pola gdy robiłem zdjęcie drogi. Chciał mi porwać rękawiczkę :) Biegł za mną chyba z 2km. Później się zastanawiałem czy aby komuś ten psiak nie uciekł. Zdjęcia dziś robione telefonem.
Przed Mnichowem zauważyłem grasujące na polu dziki. 3 dorosłe osobniki i z 10 warchlaków. Jako że były niebezpiecznie blisko mnie, a i zawsze mi powtarzano żeby spierdzielać przed lochą z młodymi na zdjęcia zabrakło czasu i szybko postanowiłem się stamtąd ulotnić. Dodam tylko, że pierwszy raz udało mi się zaobserwować w mojej okolicy dziki :)
Z Mnichowa kawałek asfaltem i na Pustachowę. Śniegu tyle, że nawet zimą nie było takiej ilości :D Jak zwykle nie obyło się bez kilkukrotnego marszu.
200 metrów przed domem miałem jeszcze bliskie spotkanie z sarną. Przez chwilę stała jakieś 2 metry od mojego roweru w bezruchu. Gdy wyciągałem telefon, uciekła do lasu. Chyba nawet zwierzęta nie wiedzą co się dzieje z wiosną w tym roku, bo jakoś dziwnie się zachowują.
Mimo wiatru postanowiłem wybrać się z Jerzyp1956 na niedzielną przejażdżkę. Do Kłecka dojechaliśmy z turbodoładowaniem w plecy. Non stop na liczniku było prawie 40km/h :D Po drodze spotkaliśmy karczmarza z Waliszewa.
Na rynku w Kłecku parę fotek.
Pomnik „Bohaterskich Obrońców Kłecka 1939”
Rynek i kościół św. Jerzego i św. Jadwigi w Kłecku
Mieliśmy dalej jechać do Mieleszyna, ale potworny południowo-wschodni wmordewind spowodował, że zdecydowaliśmy się skrócić trasę i pojechaliśmy do Modliszewka. Po drodze krótka przerwa na uzupełnienie energii, wytraconej przez jazdę pod wiatr.
Rano sam po okolicznych lasach i polach, trasą prawie identyczną do środowej. Przy okazji sprawdzałem jak sobie radzi nowy amor - Suntour Epicon, którego założyłem zamiast Foxa. Fox ma 80mm skoku i trochę zmienia geometrię roweru na niekorzyść, więc wolałem jednak amor o tej samej długości do której jest przystosowana rama - czyli 100mm. W dodatku koszty serwisowania Foxa są duże i przy dość intensywnej jeździe rowerem jest to kłopotliwe. Epicon sprawuje się prawie tak samo jak Fox - czyli znakomicie. Nie ma jakiejś dużej, wyczuwalnej różnicy. Pod wieczór rundka z panem Jurkiem przez Gębarzewo, Żydowo, Niechanowo. Wszystko co stopiło się podczas dnia, wieczorem na powrót zamarzło i zrobiła się masakryczna szklanka. Każdy ruch kierownicą mógł spowodować wywrotkę. Na domiar złego w Niechanowie złapałem kapcia. Na szczęście obok mieszkała rodzina pana Jurka i z pomocą jego zięcia dętka w chwilę została zmieniona i napompowana od razu kompresorem. Dzięki wielkie za pomoc, bo trzeba przyznać że mimo połowy marca na dworze cały czas panują arktyczne temperatury i jakbym miał wymieniać dętkę na środku pola i po ciemku mogłoby się zrobić nieciekawie. Mimo wszystko ubrałem się trochę za cienko i pod koniec jazdy byłem już przemarznięty na maksa. No ale rowerem fajnie jeździ się zawsze, tylko po lodzie i w takim mrozie trochę mniej :)