Robiąc poranne pogodowe rozeznanie wywnioskowałem, że jest trochę cieplej i nie ma wiatru, więc można wreszcie przejechać parę kilometrów. Najpierw wjechałem do lasu miejskiego.
Przez Trzuskołoń, Folwark i Piaski docieram do Krzyżówki. Skręcając w leśną drogę prowadzącą do Lubochni stwierdzam, że dalej czeka mnie marsz. No i musiałem te 3km przejść na piechotę.
Na koniec, koło Woli Skorzęckiej sfociłem piękne śnieżne zaspy ;)
Nie dla mnie taka pogoda. Gdyby nie ten gwiżdżący wiatr to dałoby się nawet parę kilometrów pokręcić po odśnieżonych drogach. Większość przejechana po lesie. Przed Żydowem wyjechałem na nieprzejezdną polną drogę ze śniegiem po piasty, więc czekał mnie kilometrowy marsz. Znowu jak mam czas, to pogoda jest do kitu.
Dokończę jeszcze sprawę z psem. W poniedziałek lekarz zlecił mi szczepienia przeciw wściekliźnie, a we wtorek dzięki Policji z Czerniejewa udało się ustalić czyje te psy. Okazało się, że są one z pobliskiej fermy norek w Głożynie. Stróż, pilnujący owej fermy, pewno nie domknął bramy i uciekły do lasu. Psy były szczepione i trafiły pod obserwację weterynarza (zgodnie z przepisami), ale ja i tak musiałem przyjąć jak na razie 3 dawki szczepienia (być może nie będę musiał dostać dwóch ostatnich, gdy skończy się okres ich obserwacji).
W niedzielne przedpołudnie wybrałem się na terenową przejażdżkę w kierunku Jeziora Wierzbiczańskiego. W zimowej scenerii wszystko prezentuje się znakomicie, aczkolwiek jazda po lodzie i śniegu wymaga dużo większej koncentracji niż w okresie letnim. Kilka razy trzeba było zejść z roweru i posłużyć się nogami, aby przebyć odcinek trasy. Dojazd i powrót asfaltem, na szczęście dziś nie posypali solą i nie było tej wstrętnej chlapy.
Najpierw ruszyłem polami przez Pustachowę do Mnichowa. Na polach i w lesie trochę błota, ale tragedii nie było. Dalej do Pawłowa, gdzie na końcu wsi wjechałem do lasu. Później już standardowa trasa lasem obok Rezerwatu Bielawy. Wyjechałem na drogę Czerniejewo-Wierzyce, we Wierzycach odcinkiem wzdłuż S5 dojechałem do Czachurek. Później znowu w las do Jezierc. Z Jezierc do Nekielki, dłuższy odcinek przejechałem Traktem Pobiedziskim. Ogólnie Nekielka sprawiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, co prawda kiedyś już tam przejeżdżałem ale nie zwróciłem uwagi na sporą ilość atrakcji, które tam się znajdują. Dziś też nie objechałem całej, tej dość rozległej osady letniskowej, ale przejeżdżałem obok ciekawego poewangelickiego kościoła, obok którego znajdowała się tablica informacyjna dotycząca szlaku "Śladami osadnictwa olęderskiego". Gdy się zrobi ciepło i wiosennie trzeba będzie zaliczyć niektóre punkty tego szlaku. Po przejechaniu przez Nekielkę wyjechałem na drogę Nekla-Czerniejewo gdzie zaczął się typowo asfaltowy etap dzisiejszej wycieczki. Po wyjechaniu z lasu dodatkowo trzeba było zmierzyć się z wmordewindem oraz pojawiającym się z rzadka turbodoładowaniem w plecy ;)
Na koniec jeszcze opiszę nieprzyjemną sytuację zaistniałą podczas dzisiejszej wycieczki.
Jadąc rowerem, drogą przez Lasy Czerniejewskie, około 1,5km od siedziby Nadleśnictwa Czerniejewo znienacka rzuciły się na mnie dwa psy - bernardyn oraz drugi, jeszcze większy - dog niemiecki. No i ten drugi niestety ugryzł mnie w udo zostawiając na nodze krwistą ranę. Od razu dostałem mega powera i przez kilkaset metrów pędziłem prawie 40km/h. Pies biegł za mną chyba z 400m zanim zrezygnował. Oczywiście właściciela psów nigdzie nie było, mimo że podczas ucieczki wołałem o pomoc. Psy latały luzem po lesie, wyglądały na psy myśliwskie, miały obroże. Wróciwszy do domu udałem się z ową raną do lekarza, który oddelegował mnie na izbę przyjęć gdzie opatrzono mi profesjonalnie ranę i dostałem zastrzyk przeciw tężcowi. Sprawa została też zgłoszona przez lekarza do sanepidu. Teraz mam czekać od nich na telefon, ponieważ istnieje prawdopodobieństwo że będę musiał dostawać zastrzyki przeciw wściekliźnie. Także sytuacja stała się nieciekawa :( Nie rozumiem jakim trzeba być imbecylem żeby puszczać luzem tak agresywne psy. Na 100% psy nie były bezpańskie.
Najpierw po lesie miejskim, później szosą na Lubochnię, reszta po mieście i dookoła Jeziora Jelonek. Trochę miałem dziś problemów z rowerem, a konkretnie z zamarzniętymi linkami przerzutek (po wczorajszej błotnej jeździe rower musiałem umyć na myjce) przez co całą trasę przejechałem na przełożeniu 38-15, bo przerzutki kompletnie nie działały. Dopiero w domu, w cieple nagle ożyły :) Pogoda do jazdy dziś bardzo fajna, bo sucho i prawie bezwietrznie. Nawet delikatny mróz nie przeszkadzał. Szkoda, że jutro znów ma być beznadziejnie :(