Dziś małe keszobranie. Na celowniku Jezioro Popielewskie - OP4F31 oraz Wał Wydartowski - OP5023. Skrzynki znalezione bez problemu, widoki po drodze malownicze. Będąc na miejscu drugiej skrzynki, w okolicy Wydartowa usłyszałem potężny grzmot. Nie wiadomo skąd niebo zasnuły ciemne, burzowe chmury. Nie pozostało nic innego jak szybka ucieczka w poszukiwaniu schronienia. Szybko szutrem dojechałem do Wydartowa (gdzie niestety pominąłem kesz - Stara Kuźnia), a stamtąd już szosą pędziłem do Kruchowa (cały czas z górki, prędkości ponad 50km/h). Po drodze czułem już pierwsze krople deszczu oraz silnie wiejący wiatr. Na szczęście w porę dostrzegłem przystanek autobusowy, gdzie przeczekałem dzisiejszy popołudniowy armageddon. Potem już spokojnie mokrym asfaltem w kierunku Gniezna.
Widok na jezioro Popielewskie w okolicy skrzynki OP4F31.
Miejsce pamięci w okolicy osady Folusz.
Widok z OP5023
Widok z OP5023
Dzisiaj nie miał lekko na tych pagórkach Wału Wydartowskiego, ale jakoś dał radę :)
Dzisiaj po południu szybka przejażdżka w stronę Kłecka przez Pawłowo i Łubowo. Przy okazji testowałem nowe opony Schwalbe CX Comp 1,35". Zupełnie inna jazda. Jednym słowem - rewelacja :)
Najpierw pokręciłem się nieco po mieście, potem postanowiłem udać się w stronę Gołąbek w celu podjęcia kesza przy mogile żołnierza napoleońskiego. Następnie krótka przerwa przy jeziorze i jazda w stronę Trzemeszna, gdzie pojeździłem trochę po uliczkach. Gdy stwierdziłem, że czas nagli, przez Krzyżówkę i Lubochnię wróciłem do domu.
Czas na rower znalazłem niestety dopiero pod wieczór, toteż nie było możliwości na dłuższą wyprawę. Postanowiłem udać się na północ, przez Lasy Królewskie, a potem w stronę Kłecka. Po drodze, w miejscowości Sokolniki natknąłem się na tabliczkę kierującą do osobliwości przyrody nieożywionej - głazu narzutowego, obok którego zrobiłem sobie krótką przerwę. Potem asfaltami przez wioski w stronę Gniezna.
Wieczorem dwugodzinna przejażdżka na spalenie kalorii i poprawę kondycji jedną z moich ulubionych tras, przez Lubochnię, Krzyżówkę i Miaty do Trzemeszna, potem Kruchowo, Jastrzębowo, 3 Strzyżewa i miasto do domu.
Kolejny wietrzny dzień. Jazda znów była męką. Gdyby nie silna motywacja do jazdy, pewno bym sobie odpuścił. Przy okazji dziś testowałem nowe siodełko - Selle Royal Viper i licznik Sigma BC 1009. Test zaliczony pozytywnie. Siodełko nieco twardsze od poprzedniego, ale lepiej wyprofilowane i wypełnione żelem. Jechało się naprawdę całkiem nieźle.