Choć po południu pogoda nie zachęcała do jazdy (było zimno i mokro) postanowiłem wybrać się na krótką przejażdżkę. W pewnym momencie niebo zasnuły czarne, deszczowe chmury, ale udało się je na szczęście ominąć i do domu wróciłem prawie suchy. Prawie, bo jednak asfalt był mokry, a ja nie mam założonych błotników.
Silny wiatr i znaczne ochłodzenie. Dzisiejsza pogoda bardziej przypomina marzec, aniżeli prawie połowę maja. Jazda była mało przyjemna. Do domu zajechałem dość wymęczony.
Przy okazji dokonałem całkiem spory internetowy zakup względem modernizacji mojego roweru - nowa kaseta, łańcuch, siodełko, klocki hamulcowe, opony, korba, pedały spd i licznik. Z moich planów pozostało jeszcze dokupienie suportu, klamkomanetek oraz przerzutki przedniej i tylnej.
Dzisiaj mała przejażdżka do Łubowa. Przez większość drogi dokuczał wmordewind, ale kawałek drogi miałem też z wiatrem i pędziłem prawie 40km/h. Fajnie było mijać kilku innych rowerzystów :)
Kolejna setka do kolekcji. W Skorzęcinie zawiesił mi się GPS i musiałem pół trasy wprowadzać ręcznie w domu, przez co start rozpoczyna się właśnie w Skorzęcinie.
Widok na jezioro Niedzięgiel z punktu widokowego w Wiekowie.
Dzisiejszego dnia wybrałem się w poszukiwanie swojego pierwszego kesza. Wybór padł na obelisk upamiętniający wylądowania papieża Jana Pawła II na gębarzewskim poligonie w 1979r. Miejsce łatwo dostępne, toteż nie było problemu ze znalezieniem skrzynki. Obyło się bez pomocy GPSa. Potem zupełnie spontanicznie, wybrałem się do osady-widmo w Czerniejewskich Lasach - Marzelewa. Teraz, gdy uzupełniam blog tym wpisem, wiem już, że tam również znajduje się kesz, no ale trudno, trzeba będzie zawitać tam jeszcze raz. Osada, wedle tego co wyczytałem została opuszczona kilka (kilkanaście?) lat temu, gdyż jak nie trudno zauważyć znajduje się na totalnym odludziu, do najbliższej drogi asfaltowej są chyba z 3-4km. W czasach gdy ludzie mieli pracę, osada trwała w najlepsze. No ale czasy się zmieniły i ludzie woleli stąd wybyć do bardziej przyszłościowych miejsc (zimą w zaspach śnieżnych, ludzie byli pewno odcięci do świata). Na miejscu zastałem kilka popadających w ruinę budynków. Stodołę, chlewik, duży budynek mieszkalny i jeszcze jeden budynek. W niewielkim oddaleniu znajdował się jeszcze jeden, podłużny budynek mieszkalny i spore budynki gospodarcze. Na miejscu panuje niesamowita cisza, nie słychać nigdzie żadnych oznak cywilizacyjnych. Jedyne co daje się usłyszeć to hałaśliwe brzęczenie owadów latających, które zapewne w zabudowaniach założyły gniazda (między innymi z tego powodu nie wchodziłem do budynków bo widziałem chmary os czy pszczół wylatujących z rozpadających się okien). Miejsce mnie na tyle zainspirowało, że za jakiś czas z pewnością ponownie tam zawitam, tym razem z wiedzą odnośnie lokalizacji kesza :)
Poniżej mała galeria zdjęć: Obelisk w Cielimowie - OP41A7
Co za ziąb, ale jechać trzeba :-) Niestety nigdzie nie natrafiłem na tablicę z nazwą osady i nie było za bardzo co fotografować, zwłaszcza że to tylko dwie chałupy w środku lasu.
Dzisiaj po wczorajszej słabości wybrałem się na kemping Borzątew, gdzie jeszcze nigdy wcześniej nie miałem okazji być. Przy okazji zrobiłem rundkę przez mniejsze i większe wioski oraz część Lasów Królewskich. Jechało się całkiem fajnie. Wiatr aż tak bardzo nie dał się we znaki, bo tylko ostatni, niezbyt długi fragment trasy miałem na południe.
Od rana męczył mnie potworny ból gardła i gorączka, dlatego próbowałem leczyć się końskimi dawkami medykamentów. Po południu poczułem się nieco lepiej, jednak wyjazd rowerem szybko zweryfikował moje plany na jazdę i musiałem odpuścić, bo czułem się wybitnie niekorzystnie. Mam nadzieję, że to tylko jakaś chwila słabości, która mnie nie unieruchomi na dłużej w łóżku, bo mam zamiar w maju przekroczyć 1500km w ciągu miesiąca, a każdy dzień zwłoki stawia mnie przed trudniejszym wyzwaniem.