Weekend mimo świetnej pogody spędziłem niestety nierowerowo z powodu wyjazdu, więc muszę nadrabiać w tygodniu ;) Dziś pętla przez łódzki Radogoszcz i Łagiewniki.
Korzystając z wolnego dnia i słonecznej pogody postanowiłem wybrać się do Łowicza. Ze względu na dość silny wiatr wiejący z południowego-zachodu zaplanowałem, że dojadę na miejsce rowerem, natomiast wrócę pociągiem Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Szybko wyrysowałem trasę, wgrałem do Garmina i w drogę.
W miejscowości Koźle, nieopodal Strykowa zatrzymuję się przed drewnianym kościołem pw. św. Szczepana.
Kawałek dalej przecinam autostradę A1...
...i dojeżdżam do Bratoszewic, gdzie focę opuszczony pałac, znany wśród miłośników urbexu. Niestety obecnie wejście na jego teren jest praktycznie niemożliwe.
Więcej info o pałacu na filmie:
Omijam Głowno i kieruję się w stronę Łowicza mijając m.in.:
Docieram nad Jezioro Okręt. Jest to prawdopodobnie jedyne w województwie łódzkim jezioro pochodzenia polodowcowego. Ma powierzchnię około 200 ha, a teren wokół jeziora faktycznie przypomina nieco pojezierne tereny Wielkopolski - jest pagórkowaty, a samo jezioro położone jest w niewielkiej dolinie.
Dalej jadę przez Pilaszków do Łowicza. Miasto wydaje się czyste i zadbane, z dużą ilością obiektów sakralnych i kamienic. Poniżej Stary Rynek w Łowiczu.
Stacja Wojewódzkiego Roweru Publicznego mającego swoje stacje w Łodzi i większych miastach województwa łódzkiego takich jak Łowicz, Skierniewice, Kutno, Sieradz, Zduńska Wola, Łask, Pabianice, Koluszki oraz Zgierz. Więcej info na https://rowerowelodzkie.pl/.
Bazylika katedralna Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja w Łowiczu.
Dworzec PKP (obecnie w przebudowie).
Następnie pociągiem ŁKA relacji Łowicz - Łódź Widzew dojeżdżam do domu. Warto dodać, że pociągi ŁKA oferują darmowy przewóz roweru (wystarczy pobrać darmowy bilet w biletomacie).
Wszystkie prognozy pogody przewidywały brak opadów. Niestety myliły się. 3 dychy w deszczu o tej porze roku do najprzyjemniejszych nie należały. Zrobiłem jednak pętlę przez Swędów, Dobrą i Skotniki.
Wietrznie, mokro i nieprzyjemnie, po porannych opadach najpierw śniegu, a później deszczu. Na nieutwardzonych drogach niesamowite błoto. Po przyjeździe cały nadawałem się do prania.
Kolejny dzień testowania Canyona. Dziś warunki zrobiły się iście wiosenne, nawet słońce wyjrzało zza chmur. Zrobiła się odwilż na całego, ulice tonęły w wodzie, wobec czego cała dzisiejsza trasa była asfaltowa. Poszwendałem się trochę po Łodzi, zajrzałem na Piotrkowską gdzie w pączkarni zakupiłem gorącego pączka, po czym m.in. DDRem wzdłuż Włókniarzy i Zgierską wróciłem do domu.
Debiut Canyona w terenie i na szosie celem dostosowania pod siebie ;) Muszę przyzwyczaić się do szerszej kiery, gdyż awansowałem z 580mm na 720mm i jest... dziwnie. Poza tym jedzie się bardzo spoko - pozycja jest bardziej wyprostowana i prawdopodobnie bardziej komfortowa przy dłuższych dystansach, ale na pełną ocenę będę musiał jeszcze poczekać. Rock Shox Recon dużo lepiej wybiera nierówności od Epicona, napęd chodzi na dotyk, dwie zębatki z przodu w zupełności wystarczają (i tak rzadko używałem tej największej w Authorze). Póki co jestem zadowolony z zakupu.
Podobnie jak wczoraj, dziś również dobra godzina po pracy na rowerze. Trochę bardziej przymroziło, więc i warunki jazdy się nieco pogorszyły. Trzeba było mocno uważać na zakrętach i bocznych ulicach. Z ciekawostek, na zgierskiej "Malince" natrafiłem na grupę morsów ;)