Krótka pętla do Aleksandrowa Łódzkiego. Jadąc w stronę łódzkiego Teofilowa, ulicą Kąkolową miałem (nie)przyjemność poruszać się chyba najbardziej zniszczoną nawierzchnią jaką tylko można sobie wyobrazić. Generalnie ulica wygląda jakby ktoś próbował zerwać z niej asfalt. Po drodze widać także opuszczone i częściowo już wyburzone domy - zapewne pod budowę drogi ekspresowej S14.
Pierwszy wyjazd po paskudnej grypie, która w zasadzie jeszcze do końca mi nie przeszła, a która odebrała mi chęci do życia niemal na 1,5 tygodnia. Niemniej, nie mogłem odpuścić sobie wczoraj tak wymarzonej pogody i pokręciłem choć trochę.
Od poniedziałku po raz enty w tym roku jestem lekko przeziębiony, mimo wszystko postanowiłem wczoraj trochę pokręcić. Jechało się umiarkowanie, bo czuję brak mocy, ale trzy dychy po Łodzi i Zgierzu zaliczone ;)
Na dzisiejszą wycieczkę wybrałem się z Kamilem, który już w tygodniu zapowiedział, że chce w sobotę przejechać ponad 100 kaemów. Wyrysowałem trasę i o 9.30 wyjechaliśmy.
Najpierw skierowaliśmy się w stronę Aleksandrowa Łódzkiego, ruch na drogach o dziwo dość spory (zapewne przez wolną niedzielę, wszyscy chcieli zrobić zakupy w sobotę). Początkowe kilometry szły dość ciężko, ze względu na niską temperaturę. Przejechaliśmy przez Aleksandrów i skierowaliśmy się w stronę Lutomierska - warto dodać, że 2 marca był niestety ostatnim dniem kursowania linii tramwajowej nr 43 z Łodzi do Lutomierska właśnie, która już od co najmniej kilku lat była w katastrofalnym stanie technicznym. Szansę na remont są niestety niewielkie. Być może uda się wyremontować jedynie odcinek do Konstantynowa Łódzkiego.
Lutomiersk z racji ulokowania nad rzeką Ner powitał nas ostrym podjazdem na zbocze doliny rzecznej. Przejechaliśmy przez miejscowość (w której notabene byłem po raz pierwszy, podobnie zresztą jak w pozostałych miejscowościach na dzisiejszej trasie) i nasze drogi skierowały się w stronę Łasku, po drodze mijając miejscowości o takich nazwach jak Apolonia, Pelagia czy Kiki.
W Łasku przejechaliśmy przez miasto, zahaczając m.in. o Plac 11 Listopada.
Kolejnym punktem na dzisiejszej trasie były Pabianice, do których udaliśmy się drogami w dolinie rzeki Grabi.
Gdzieś na trasie.
W Pabianicach przejechaliśmy szybko przez miasto. Z racji naglącego czasu zrobiłem tylko trzy fotki.
Dobrzynka przepływająca między dawnymi fabrykami, a obecnie domem handlowym oraz hotelem ze spa.
Widok na ulicę Zamkową.
Dwór Kapituły Krakowskiej.
Z Pabianic przez łódzki Lublinek, Retkinię, Teofilów oraz Zgierz wróciliśmy do domu.
Gnieźnieńska "Beczka" gdzieś na granicy Łodzi ;)
Pierwsza setka w tym roku zaliczona, kręciło się bardzo przyjemnie, zwłaszcza gdy przed południem zrobiło się znacznie cieplej. Słoneczna pogoda także miała swój udział w budowaniu pozytywnego nastroju. Szacun dla Kamila, dla którego była to pierwsza rowerowa setka w życiu, a i pierwszy outdoorowy wyjazd rowerem w tym roku!
Najpierw do paczkomatu, odebrać paczkę z opaską Xiaomi Mi Band 3 (kupiłem głównie dla pomiaru tętna, snu i fajnego budzika). Następnie spokojnym tempem pokręciłem się tu i ówdzie po Zgierzu.
Dziś udało się wygrzebać na rower przed 17.00, dzięki czemu połowę trasy przejechałem jeszcze za dnia. Niby wiało, ale większość trasy miałem z wiatrem, dlatego też nawet na szerokich Racing Ralphach udawało się utrzymywać całkiem niezłą prędkość. Obrałem za cel Sokolniki, a następnie postanowiłem pojechać w stronę Modlnej, gdzie udało się uchwycić na fotce drewniany kościół pw. św. Stanisława Biskupa.
Dalej długą i nudną prostą dojechałem do Woli Branickiej, gdzie odbiłem na Białą i musiałem poużerać się trochę z wmordewindem.
Wszyscy ostatnio chwalą się książkami, które czytają. Ja natomiast cisnę w każdej wolnej chwili interaktywną opowieść w postaci Wiedźmina 3, o którego Andrzej Sapkowski toczy ostatnio wojnę z CD Projekt. Ciekawe kiedy uda się ją skończyć, bo razem z dodatkami gra podobno starcza na grubo ponad 100 godzin :)