Dzisiaj dzień spędziłem na opalaniu i chłodzeniu się w wodzie w jeziorze Powidzkim (gdzie pojechałem autem), toteż czas na rower znalazłem dopiero wieczorem.
Nie wziąłem GPSa więc wypiszę miejscowości na trasie: Gniezno-Wełnica-Orchoł-Dębówiec-Leśniczówka Długi Bród-Gościeszyn-Cegielnia-Gołąbki(nadleśnictwo)-Głęboczek-Mielno-Mielenko-Józefowo-Palędzie Kościelne-Palędzie Dolne-Przyjma-Ignalin-Kruchowo-Jastrzębowo-Strzyżewo Paczkowe-Lulkowo-Jankowo Dolne-Szczytniki Duchowne-Osiniec-Gniezno.
Gołąbki, Głęboczek i Mielno, to nie te w powiecie gnieźnieńskim, ale żnińskim/mogileńskim. Dziwne, że miejscowości położone tak blisko siebie mają te same nazwy.
Rano do miasta, a potem wieczorem, po zachodzie słońca pojeździłem trochę po okolicy. W ciągu dnia opalałem się na plaży i chłodziłem w jeziorze. Dojazd autem, bo rowerem w ten skwar nie dało rady :P
Wyjechałem dość wcześnie jak na mnie i po 10.00 zameldowałem się w Poznaniu (jechałem DK5). Nie chciałem za bardzo przepychać się przez miasto rowerem (samochody, spaliny) więc skoczyłem na Maltę przejeżdżając obok term. Powrót wyznaczyłem nieco zmienioną trasą (jazda poboczem DK5 jest strasznie nudna i stresująca), więc w Kobylnicy odbiłem w drogę prowadzącą ku Puszczy Zielonce. We Wierzonce skręciłem w drogę na Pobiedziska, mijając całkiem fajne leśne tereny. W Pobiedziskach skierowałem się na Wierzyce, a potem już standardowo do Czerniejewa i Gniezna. W pierwszą stronę jechało się z wiatrem, więc w Poznaniu gdy zerknąłem na licznik średnią miałem w granicach 28km/h. Z powrotem za to męczyłem się z wmordewindem, dodatkowo pojawiło się jakieś trzaskanie z suportu bądź korby i jazda nie była już taka fajna, no ale dałem radę i pewno dałbym też radę na większy dystans.
W czerniejewskich lasach zaroiło się od zbieraczy jagód, dosłownie w każdym zagajniku można było spotkać człeka. Pokręciłem się trochę po lesie brudząc rower raz w błocie, raz w piasku, podjechałem w okolice Nekielki zobaczyć "Szwedzki okop", a z powrotem wybrałem drogę przez Graby. Dziś dużo pojeździłem w terenie i po raz kolejny zauważyłem, że właśnie teren daje mi 100 razy więcej frajdy niż asfalt. Pewno będę musiał zacząć odkładać na jakiegoś MTBka, bo crossem nie wiele zdziałam.