Dziś z Micorem wybrałem się podobną trasą do wczorajszej, z tym że najpierw był objazd miasta w poszukiwaniu obejmy sztycy dla Dawida. Coś tam udało się znaleźć i dalej mogliśmy już normalnie kręcić. Najpierw pojeździliśmy po torze XC na skarpie nad Jeziorem Winiary, a następnie maratonową trasą do Jankowa, przez różne zarośnięte ścieżki koło Winiar i Róży (pierwszy raz byłem nad Jeziorem Koszyk, które przez trudny dojazd do niego widziałem tylko na mapie :P). W Jankowie dojazd nad OW nad jeziorem, fajny zjazd ze skarpy, potem podjazd i dalej przez Kalinę nad Jezioro Wierzbiczańskie. Po drodze zaczęły nas atakować chmary muszek, takiej ilości insektów nigdy na oczy nie widziałem, normalnie masakra. Udaliśmy się na skarpę, potem przez strumień w jarze przy jeziorze. Z Wierzbiczan przez okolicę Krzyżówki do Lubochni i dalej normalnie do Gniezna. Na koniec Micor założył mi nową linkę przerzutki, bo stara niebezpiecznie się postrzępiła i lepiej było nie ryzykować jeździć z taką. Próbowaliśmy też zdjąć kasetę Micora, ale zapiekła się tak, że bez profesjonalnego serwisu chyba się nie obędzie.
Podwieczorna jazda asfaltem i terenem do Jankowa Dolnego w nieco większej grupie. Nad jeziorem przerwa, a następnie troszkę technicznych zjazdów i podjazdów na skarpie i singielkach koło jeziora. Powrót przez Kalinę i Wełnicę terenem wzdłuż obwodnicy DK15.
Testowałem przy okazji nowy plecak rowerowy 4F PCR106: Jak na razie jestem zadowolony, gdyż dotychczas jeździłem z najzwyklejszym plecakiem miejskim, a ten jednak jest sporo wygodniejszy :)
Początkowo nie miałem w planach na dzisiaj jakiejś większej wycieczki, tylko zwykłe, krótkie kręcenie się po mieście i okolicy, ale ładna pogoda zachęciła mnie do tego, żeby jednak gdzieś dalej wyskoczyć razem z gnieźnieńską ekipą BS :)
Jak zwykle spotkanie na torach. Na początku z Panem Jurkiem i Mateuszem stwierdziliśmy, że pojedziemy w okolice Pobiedzisk i PK Promno, ale gdy przyjechał Micor, zaproponował Jezioro Kamienieckie i pagórki w lesie w okolicach Rękawczyna. Sam tam wybierałem się od dawna, bo mimo że daleko tam nie jest, to nigdy tam nie byłem, a koło Jeziora Kamienieckiego przejeżdżałem w zeszłym roku i pamiętałem, że bardzo mi się spodobał tamtejszy krajobraz. Przystaliśmy na propozycję Dawida i ruszyliśmy. Najpierw na Krzyżówkę.
Potem Gaj, skąd szlakiem rowerowym dojechaliśmy do miejscowości Ostrowite Prymasowskie nad Jeziorem Ostrowickim.
Chata szachulcowa z połowy XIX wieku w Ostrowite Prymasowskim.
Widok na fragment Jeziora Ostrowickiego.
Pan Jurek na skrzyżowaniu za Ostrowite Prymasowskim.
Wybraliśmy drogę na Orchowo.
Kwitnący rzepak.
Piękne, asfaltowe, wielkopolskie drogi z absolutnie zerowym ruchem samochodowym.
Podjazd :D
Przez Kinno, Skubarczewo i Słowikowo dojechaliśmy w okolice Rękawczyna, gdzie skręciliśmy w las.
Na drodze do Ostrówka. Tam gdzieś podobno jest jakiś bunkier.
Głęboka dolina w lesie, na dole płynie sobie jakiś strumień. Liście na drzewach przysłaniają niestety widok, ale w rzeczywistości widać dużą różnicę wysokości.
Jezioro bez nazwy w lesie.
Jakoś objechaliśmy różnymi drogami w lesie, kompletnie nie wiedząc gdzie jesteśmy, aż wyjechaliśmy w Rękawczynku.
Stamtąd kawałek tą samą drogą, którą jechaliśmy, aż skręciliśmy na szlak rowerowy biegnący fajnym, szybkim singielkiem wzdłuż Jeziora Kamienieckiego.
Wygłupy na skarpie przy jeziorze :)
Wyjechaliśmy na plaży w Rękawczynie.
Jezioro Kamienieckie z plaży w Rękawczynie.
Następnie do Kamieńca. Widok z drogi z Rękawczyna do Kamieńca na Jezioro Kamienieckie.
Drewniany kościół w Kamieńcu.
W drodze do Szydłowa zaczął padać deszcz. Najśmieszniejsze, że wszędzie wokół widać było błękitne niebo i w oddali świeciło słońce, tylko na nas padało, a w pewnym momencie zaczęło lać. Przeczekaliśmy trochę na przystanku w Szydłowie po czym pojechaliśmy do Trzemżala i schroniliśmy się pod dachem zabytkowej kuźni. Gdy deszcz ustał ruszyliśmy do Trzemeszna. Przed Trzemesznem było zupełnie sucho, ciepło i świeciło słońce. Wychodzi, że deszcz padał tylko na bardzo małym obszarze - akurat na nas :) Na słońcu na szczęście szybko wyschnęliśmy.
Z Trzemeszna powrót do domu przez Miaty, Wymysłowo, Kalinę, Wierzbiczany do Gniezna.
W godzinach przedpołudniowych wybraliśmy się w składzie Pan Jurek, Micor oraz ja do Rogowa. W pierwszą stronę trasa przebiegała przez Pyszczyn, Krzyszczewo, Modliszewo, Modliszewko następnie przez las do Nowaszyc oraz dalej przez Dziadkowo. Po drodze do Rzymu zrobiliśmy popas nad Jeziorem Zioło, w miejscu w którym w dawnych czasach Pan Jurek łowił ryby.
Jezioro Zioło (fotki kiepskie, bo robione telefonem).
Następnie przed Rogowem wyhaczyliśmy fajny singielek idący trasą na nasypie zlikwidowanego w latach 90. odcinka kolei wąskotorowej Gąsawa-Rzym.
Poniżej film z 1994 roku, przedstawiający bodaj ostatni kurs na tej trasie.
Obecnie pociągi wąskotorowe Żnińskiej Kolei Powiatowej kursują jedynie na trasie Żnin-Wenecja-Biskupin-Gąsawa.
W Rogowie wyjechaliśmy obok kościoła św. Doroty, który 3 tygodnie temat uległ poważnemu zniszczeniu - w wyniku pożaru spłonęły dwie wieże oraz dach kościoła.
Na rynku w Rogowie ponowna przerwa na wygrzewanie się na słońcu (w pierwszą stronę nieźle nas wywiał zimny wiatr).
Z Rogowa powrót do domu urokliwą trasą przez Rezerwat Mięcierzyn, następnie obok Rezerwatu Długi Bród (wyczytałem, że został w tym roku zlikwidowany) przez Lasy Królewskie. Pokręciliśmy się po nowo odkrytych leśnych duktach i wyjechaliśmy w Ganinie. Skąd już przez Strzyżewo Kościelne (postój przy Jeziorze Strzyżewskim) i Wełnicę do Gniezna.
O 14.00 wyjazd z Panem Jurkiem, Mateuszem i Karolem do Czerniejewa, gdzie spotkaliśmy się Bobiko w celu omówienia szczegółów majówki w górach. Następnie wspólnie pojechaliśmy do Jezierc - nad Jeziora Babskie :) Do Gniezna wróciliśmy przez Lasy Czerniejewskie terenem. Na Wenecji zrobiliśmy odpoczynek na ławeczce natomiast Bobiko ruszył w dalszą trasę do Skorzęcina, a po pewnym czasie do domu pojechał także Karol. Tak sobie siedzimy, a tu nagle zauważa nas Aneta, która przekonała nas byśmy odprowadzili ją do Niechanowa baaaardzo okrężną drogą przez Grotkowo, Malczewo, Mikołajewice. Na koniec przejechaliśmy przez Niechanowo i w Goczałkowie rozstaliśmy się. Dalej już sami, po zachodzie słońca do domu.
Fotki od Pana Jurka:
Życzę wszystkim zdrowych, spokojnych i wesołych Świąt Wielkanocnych!
Na dzisiaj zaplanowaliśmy zupełnie spontanicznie objazd największego w Wielkopolsce jeziora - Jeziora Powidzkiego (powierzchnia około 1100 ha), które znajduje się w centralnej części Powidzkiego Parku Krajobrazowego - obejmującego swoim zasięgiem kilkanaście malowniczych jezior polodowcowych o różnej wielkości (dwa największe - Powidzkie oraz Niedzięgiel) charakteryzujących się w większości bardzo czystą wodą. Obszar parku jest w znacznej części zalesiony, brak jakichkolwiek zakładów przemysłowych - występuje jedynie niewielkie wioski i osady z domkami letniskowymi. Jest to jeden z moich ulubionych terenów do jazdy rowerem w okolicy :)
Dojazd do Powidza, skąd zaczęliśmy nasz objazd Parku przez Niechanowo, Małachowo, Witkowo, Wiekowo.
Pan Jurek na drodze do Niechanowa.
W Powidzu na rynku przerwa pod sklepem, w którym nic ciekawego nie było, to wziąłem góralka i chlebek do święconki :)
Następnie promenadą na "Dziką Plażę".
Z Powidza asfaltami, szutrami i piachami przez Polanowo do Giewartowa.
Kościół w Giewartowie.
Pan Jurek i Mateusz spożywają sok pomidorowy przed sklepem "GS" w Giewartowie.
Kolejnym punktem na szlaku rowerowym dookoła Jeziora Powidzkiego było Kosewo. Zajechaliśmy na tamtejszą plażę. Widać, że w jeziorze znacznie podniósł się poziom wody, ale to normalne na wiosnę.
Wiało nam w twarz, ale szkwału nie było :)
Dalej zmieniliśmy nieco szlak, jadąc na skróty przez Lipnicę, Skrzynkę i Salomonowo.
Aż dojechaliśmy do szosy Mogilno-Słupca, skąd po kilkuset metrach w Anastazewie odbiliśmy ponownie w las, przejeżdżając obok nieczynnej stacji kolei wąskotorowej.
Wzdłuż torów kolei wąskotorowej.
Zjazd na plażę nad Jeziorem Powidzkim w Anastazewie.
Micor obczaja górę piachu koło plaży.
Wzdłuż jeziora do Ostrowa. Wiatrak w Ostrowie.
Kawałek dalej dłuuuga przerwa na miejscu postojowym nad odciętą nasypem drogowym zatoczką Jeziora Powidzkiego, zwaną Jeziorem Powidzkim Małym.
Malunki :)
Pan Jurek w roli Gandalfa :)
Jezioro Powidzkie Małe.
Końcowy etap przebiegał przez Przybrodzin do Powidza. Z Powidza skrótem przez las do Ruchocinka, Ruchocina i Mielżyna, gdzie przy drodze pozowały do zdjęcia qnie.
Dalsza droga przez wioski oraz ponownie Niechanowo do Gniezna. Nieźle nas dziś wiatr wymęczył, strasznie nie chciało się jechać ostatnich kilometrów, no ale widoki wiosny rekompensują trudy wycieczki :)
Popołudniowy wypad do Skorzęcina z Micorem. Najpierw jednak postanowiliśmy podjechać pod "3 mosty" zeksplorować m.in. opuszczone budynki dawnego towarowego dworca kolejowego oraz bardziej współczesną wieżę kolejową. Opuszczonych budynków jest w tamtej okolicy więcej, ale są mocno zarośnięte krzakami i ciężko z rowerem się do nich dostać, w każdym razie jeszcze tam wrócimy, bo daleko nie jest :) Kiedyś może wybiorę się na taką kolejową wycieczkę, bo Gniezno było niegdyś bardzo ważnym węzłem kolejowym i ma bogatą historię kolejową. Miejsc godnych zaprezentowania na fotografii jest mnóstwo, chociażby zabytkowa parowozownia - jedna z największych w Europie, stacja kolei wąskotorowej, czy też niezliczona liczba innych budynków infrastruktury kolejowej.
Kiedyś tętniło tu życie, teraz wszystko niszczeje.
Następnie pokręciliśmy w kierunku Skorzęcina, przez Szczytniki, Kędzierzyn, NWN, Trzuskołoń, Sokołowo do ośrodka wypoczynkowego.
Posiedzieliśmy na molo ponad pół godziny po czym udaliśmy się w drogę powrotną - przez Witkowo (całą drogę cisnęliśmy ostro). We Witkowie chwila przerwy pod Biedronką, bo mi zaczynało odcinać prąd, a nie wziąłem ze sobą nic do jedzenia. Z Witkowa bokami przez wioski oraz Niechanowo do Gniezna :)
Pomysł na wypad powstał bardzo spontanicznie. Po prostu szukamy miejsc, w których jeszcze na rowerach nie byliśmy. Korzystając więc z niezłej pogody wyruszyliśmy, obierając za cel tereny Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego. Jak zwykle spotkanie z Panem Jurkiem na torach, natomiast Micor dołączył do nas kawałek dalej - przed Mnichowem. Najpierw kierunek Września, przez Czerniejewo.
Tak sobie jedziemy.
Po godzince jazdy byliśmy już we Wrześni i kierowaliśmy się na Miłosław, ale że tamtejsza bezpośrednia droga jest dość ruchliwa, postanowiliśmy wybrać wariant nieco dłuższy, jednak przebiegający spokojnymi asfaltami przez kilka wiosek, m.in. Chwalibogowo.
Bardo
czy Murzynowo Kościelne :P
Qń gdzieś po drodze.
W Miłosławiu na rynku zrobiliśmy zakupy w sklepie, po czym czmychnęliśmy obok kościoła i pałacu (fotki nie będzie, bo już parę razy je zwiedzaliśmy) i pojechaliśmy do zameczku myśliwskiego "Bażantarnia" w Bugaju koło Miłosławia.
Z Miłosławia bocznymi drogami, omijającymi drogę wojewódzką do Pyzdr. Fragment rynku w Pyzdrach.
Kościół Narodzenia NMP w Pyzdrach.
Zespół klasztorny franciszkanów.
Port nad Wartą.
Most nad Wartą.
Statyw Pana Jurka :)
Widok na Pyzdry z wałów przeciwpowodziowych.
Następny etap naszej wycieczki biegł przez tereny Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego, fragmentem Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego. Z Pyzdr jechaliśmy tym szlakiem do Zagórowa.
Nadwarciański Szlak Rowerowy na wałach.
Po drodze zdarzyło się kilka piaszczystych fragmentów, ale generalnie nie było tak źle. Chciałem zatrzymać się przy chatce ornitologa, ale podczas jazdy zapomniałem o niej i jakoś ją przegapiłem. Generalnie bardzo przyjemny szlak do jazdy rowerem, nawierzchnia nie jest może jakoś wybitnie komfortowa, ale można podziwiać ciekawe widoki, napawać się przyrodą i obserwować różne gatunki ptaków, których akurat w tym Parku Krajobrazowym nie brakuje. Po jakimś czasie dojechaliśmy do Zagórowa, które na wjeździe bardzo przypominało mi Niechanowo :P
Tam skręciliśmy na Ląd i po paru kilometrach wyłonił się nam taki widok na pocysterski zespół klasztorny.
Wnętrze kościoła pw. NMP i św. Mikołaja, wchodzącego w skład zespołu klasztornego.
Marina w Lądzie.
Z Lądu do Ciążenia, gdzie znajduje się pałac biskupi, który obecnie znajduje się w rękach Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Z Ciążenia zaczęliśmy już powoli wracać w stronę Gniezna, kierując się najpierw na Strzałkowo. Po drodze mijaliśmy autostradę A2.
oraz przeróżne słupy energetyczne...
Ze Strzałkowa do Wólki, a następnie przez różne wioski naszego fyrtla, po drodze mijając pomnik poświęcony amerykańskim lotnikom bombowca B17, którzy wylądowali w okolicach Jaworowa w 1945r.
W Niechanowie dołączył się do nas Mateusz, a kawałek dalej napotkaliśmy wracającą z wycieczki na hamburgera Anetkę z Sebastianem :)
Pod sam koniec wycieczki było standardowo jeszcze mnóstwo śmiechu :) Na torach na Dalkach zaczęliśmy i zakończyliśmy nasz dzisiejszy wyjazd. Jak zwykle było fantastycznie, do następnego :)